| |
Pamiętacie okładkę albumu „Vulgar Display
of Power” Pantery? Kudłaty facet obrywa
nokautującym prawym-prostym centralnie w szczękę. Dokładnie tak samo jest z
tym filmem: pierwotna siła, bez żadnej finezji, kopniak prosto w brzuch.

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy detektyw Frank Spivey
(Steven Weber) przesiaduje wraz ze swoim partnerem w zaparkowanym na
wiejskiej drodze samochodzie i objada się niezdrowym żarciem. W pewnym
momencie postanawia pospacerować dla „rozprostowania kości” i wtedy zauważa
podejrzanego mężczyznę, wlokącego za sobą związaną dziewczynę (Carrie Anne
Fleming). Frank, niczym rycerz w lśniącej zbroi, rusza na ratunek i celnym
strzałem zabija oprawcę. Wdzięczna niewiasta spogląda na wybawiciela, długie
blond włosy przestają zasłaniać twarz i … „zonk”. Czarne, bezdenne - niczym
odpływ rury kanalizacyjnej - oczy, zdeformowana twarz, ostre zęby i
obowiązkowa strużka śliny na brodzie. A spodziewaliśmy się „pięknej
nieznajomej”. Coś jakby grać w rosyjską ruletkę nienabitą bronią i nagle
dowiedzieć się, iż „figlarna” żonka wetknęła do komory nabój – ot, dla
urozmaicenia rozgrywki. Niby niewiele się zmieniło, ale i tak czujecie
nieprzyjemny, rozpaczliwy trzepot w klatce piersiowej.
Hej, hej, mówi wasze sponiewierane serduszko…
W tym miejscu chciałbym zaapelować do
polskich organów legislacyjnych o zmianę prawa i wprowadzenie kary
dożywotniego więzienia dla wydawców, którzy „zbyt wiele pokazującymi”
okładkami, psują widzom zabawę. Poważnie, w „Jenifer” cała pierwsza scena
poszła się przez to … (tu wpisz swój ulubiony wulgaryzm).

Spełniwszy obywatelski obowiązek, powracam do
fabuły. A jest ona nad wyraz prosta i nieskomplikowana, co w tym wypadku
wcale nie stanowi zarzutu. Wręcz przeciwnie! Pomimo, że od początku wiemy,
iż szpetna dziewczyna reprezentuje prawdziwe wcielenie zła, przekleństwo
ludzkości, pomiot szatana… (uzupełnić stosownie do chęci i wiedzy
czytelnika), powyższy fakt wcale nie wpływa na „radochę” z oglądania. Po
prostu krótka - niespełna godzinna - skondensowana dawka strachu, seksu i
obleśności. Mieszanka wybuchowa, której znakiem rozpoznawczym są czarne
ślepia, wystające zęby i sterczące zadziornie cycki głównej bohaterki.
Bohaterki całkiem atrakcyjnej, jeżeli przyjrzeć się jedynie od szyi w dół.
Natomiast po obejrzeniu rejonów „powyżej”, studenckie porzekadło „Worek na
łeb i za ojczyznę” wydaje się wprost idealnie stworzone na taką okoliczność.
Przy czym, moim skromnym zdaniem, próby współżycia z Jenifer „za mamusię”,
„za tatusia” czy „za pieniądze”, również nie obyłyby się bez wspomnianego,
foliowego afrodyzjaku.
Detektywowi Spiveyowi zdaje się to jednak nie
przeszkadzać: od samego początku coraz bardziej pogrąża się w seksualnej
obsesji, zbliżonej w pewnym zakresie do tej ukazanej w filmie „Nagi
instynkt”. Niestety, mimo „mocno zaawansowanego wieku średniego” Sharon
Stone nadal prezentuje się o wiele lepiej od znacznie młodszej, tytułowej
bohaterki recenzowanego dzieła.

Całe szczęście, sceny seksu nie są zbyt
dosłowne i choć powierzchownie brutalne, mają w sobie coś z miłosnych
uniesień charakterystycznych dla cukierkowych komedii romantycznych - plus
szczypta perwersji w postaci zdeformowanej twarzy dziewczyny.
Hmm, chyba tyle... W skrócie: przyjemny
filmik na leniwe, wiosenne wieczory z ukochaną osobą. A po seansie, hyc,
hyc, hyc i załączamy „Teksańską masakrę piłą mechaniczną” – tak dla
podtrzymania romantycznego nastroju.
|

|
::PLUSY::
+ krótki, bez zbędnych
dłużyzn
+ interesująca charakteryzacja
::MINUSY::
- krótki
- brak oryginalności
- przewidywalny
- „płaska”, jednowymiarowa postać tytułowej bohaterki
::OCENA FILMU::
6/10 |

|
| |
|
AUTOR:
KAMIL SZPYT |
|
|