STAR WARS LEGENDY: AGENT IMPERIUM. ŻELAZNE ZAĆMIENIE  /  K O M I K S Y  /  ARENA HORROR
   
   


STAR WARS LEGENDY: AGENT IMPERIUM. ŻELAZNE ZAĆMIENIE

Choć świat „Gwiezdnych Wojen” jest niezwykle rozległy, to w materii konstrukcji kolejnych tytułów wchodzących w skład „Expanded Universe” w grę nigdy nie wchodziła zbyt duża różnorodność stylistyczna. Najczęściej wszystko obracało się wokół space opery, czyli wielkich kosmicznych bitew i równie wielkich przeżyć protagonistów – ich sukcesów i dramatów. Odstępstwa od tego schematu były raczej rzadkością, w końcu fani zazwyczaj chcą dostać to, co już znają i co lubią. Czasami jednak lekka nutka świeżości jest jak najbardziej wskazana, a to zwłaszcza z tego względu, żeby dany cykl bądź uniwersum nie wpadły w rutynę. Wydaje się, ze „Agent Imperium” jest tytułem, który takowe odświeżenie (w granicach rozsądku, rzecz jasna) dostarcza.

Jahan Cross to czołowa postać imperialnego wywiadu. Ten niezwykle efektywny agent potrafi zażegnać potencjalnie groźne konflikty i zdusić je w zarodku na tyle skutecznie, by nigdy nie uderzały w jego pracodawcę. Jedna z misji kieruje go do miejsca, w którym imperialna jurysdykcja nie ma większego znaczenia. Cross musi zmierzyć się tam z problemem mogącym przynieść iście galaktyczne konsekwencje. Na jego drodze piętrzą się trudności, ale pojawiają się też sprzymierzeńcy, w tym jeden z najlepszych przemytników we wszechświecie, Han Solo. Jednak w najważniejszej rozgrywce, Cross musi liczyć tylko na siebie i własne umiejętności.

John Ostrander to twórca dobrze zaznajomiony z Expanded Universe, w jego ramach stworzył wiele scenariuszy komiksowych i można uznać, że jest prawdziwym wyjadaczem. W „Agencie Imperium”, serii, która ze względu na przejęcie komiksowej odnogi marki przez Marvela była o wiele za krótka niż na to zasługiwała, autor zaprezentował nam ciekawe spojrzenie na franczyzę. Pozostając skupionym na akcji, co jest wszak znakiem rozpoznawczym „Gwiezdnych Wojen”, wplótł w całość element szpiegowski, czyniąc z „Żelaznego zaćmienia” coś na kształt Bonda, ale w kosmicznym sosie.

Czym się taki stan rzeczy przejawia? W oczy rzuca się przede wszystkim główny bohater. Jahan Cross to bohater niezwykle pewny siebie, bazujący na swoim męskim uroku, dzięki czemu prezentuje się jako magnes na płeć piękną. Niewiasty czasami mogą być przez niego potraktowane jako środek do celu, na tym jednak polega praca agenta, by wykorzystywać okoliczności – wszystko, byleby tylko wykonać zadanie. Całe szczęście, że „Agent Imperium” nie jest projektem tegorocznym, ale trochę starszym, dzisiaj tak krytycy jak i czytelnicy bywają mocno przewrażliwieni i wszędzie węszą różne „izmy” z seksizmem na czele – kto wie, czy i w fabule Ostrandera, a konkretnie w zachowaniu Crossa, też by się go nie dopatrzyli. 

Od opowieści utrzymanej w sensacyjno-szpiegowskim charakterze oczekujemy przede wszystkim angażującej i szybkiej, ale również sensownej akcji. I „Agent Imperium” jest tytułem, który to dostarcza. Fabuła jest intensywna, ale też odpowiednio przemyślana, a Ostrander udanie bawi się konceptem kosmicznego Jamesa Bonda, sprawnie wykorzystując wszystkie dobrodziejstwa obranej konwencji. Przejawia się to na przykład w scenach, które jako żywo przypominają nam filmy z agentem 007, czyli chociażby odprawy u szefa czy wyboru broni potrzebnej do misji. Trzeba się nastawić na takie puszczanie oka, ale jeśli nam to podejdzie, to dobra zabawa podczas lektury jest gwarantowana.

Dwóch pracujących przy serii artystów prezentuje przyzwoity poziom. Ich kreska, choć ani przez chwilę nie pretenduje do tego, by nazywać ją wirtuozerską, jest po prostu solidna. Ilustracje są dynamiczne i przejrzyste, a po komiksie o charakterze sensacyjnym właśnie tego w pierwszej kolejności oczekujemy. Jest po prostu dosyć miło dla oka, a lekkie niedociągnięcia (jak np. twarz Hana Solo) można zwyczajnie puścić w niepamięć.

Najnowsza pozycja z komiksowych „Legend” jest naprawdę dobra. Żeby docenić „Agenta Imperium” trzeba jednak z całym dobrodziejstwem inwentarza przyjąć obrany przez Johna Ostrandera styl kosmicznej agenturalnej sensacji. Ten złożony Jamesowi Bondowi hołd sam w sobie jest angażujący i emocjonujący, a znane motywy magluje w sposób twórczy. Nie ma tu silenia się na jakieś wielce podniosłe kwestie i motywy typu ratowanie galaktyki – „Żelazne zaćmienie” to po prostu dobra opowieść o fachowcu rzetelnie wykonującym swój zawód.

     

 
 



 


:: TYTUŁ POLSKI ::
Star Wars Legendy – Agent Imperium. Żelazne zaćmienie

:: TYTUŁ ORYGINAŁU ::
Star Wars – Agent of the Empire Volume 1: Iron Eclipse

:: SCENARIUSZ ::
John Ostrander

:: WYDAWCA POLSKI ::
Egmont Polska

:: WYDAWCA ORYGINAŁU ::
Dark Horse Comics

:: ROK WYDANIA ::
PL 2019

:: KOMIKS DOSTARCZONY PRZEZ ::



 

 
 


AUTOR:
MAREK ADAMKIEWICZ