THUNDERBOLTS: BEZ PARDONU (TOM 1)  /  K O M I K S Y  /  ARENA HORROR
   
 


THUNDERBOLTS: BEZ PARDONU (TOM 1)

Generał Thaddeus Ross (znany również jako Red Hulk) znajdujący się już na emeryturze, rekrutuje do swojej drużyny Thunderbolts nowych członków.  Pojawia się w miejscach, gdzie przebywają jego nowi podwładni. Akurat wtedy, gdzie większość z nich ma problemy i proponuje im wstąpienie do drużyny. Jest to grupa najemników, ludzi, którzy nie boją się użyć swoich mocy do walki z przeciwnikiem i chcących za wszelką cenę wykonać swoją misję. Red Hulk zwerbował Punishera, Deadpoola, Venoma i Elektrę. Pierwsze ich zadanie nie jest wcale takie łatwe. Muszą obalić dyktaturę generała Awy, który rządzi wyspą Kata Jayi. Ross ma jednak swój w tym interes. Zataił przed grupą kilka istotnych rzeczy... Chce naprawić swoje błędy z przeszłości... Czy agenci wykonają misję bez większych trudności? Czy plany Rossa nie pokrzyżują reszcie wykonanie misji? Czy nie dojdzie do rozłamu grupy?

"Thunderbolds: Bez Pardonu" jest przykładem komisu, który mimo świetnych zapowiedzi, jak również dobrze znanych bohaterów (Punisher, Venom, Red Hulk, Deadpool, Elektra), nie jest do końca tym, czego oczekiwałem. Zbiór ten składa się z sześciu oryginalnie wydanych zeszytów. Mimo to ma się duży niedosyt, ponieważ wydaje się, że autor w pierwszych kilku zeszytach napisał o rekrutacji członków Thunderbolts, co dla mnie zajmuje zbyt dużo miejsca w albumie i nie jest aż takie konieczne. Powinno być krótko i na temat. A nie jak w przypadku Punishera, wygląda to tak, jakby generał go wręcz błagał, mimo, iż w rzeczywistości wygląda trochę inaczej. Większa część albumu opowiada o rekrutacji wszystkich członków drużyny, zaś pozostała o walce z dyktatorem. Dziwnym trafem generał znajduje naszych bohaterów w miejscach, gdzie akurat mają problemy lub walczą. Wygląda to trochę komicznie, jakby wszystko było ustawione, a on był jakimś wybawicielem. Nie można powiedzieć, że brak jest tutaj akcji, jest jej dużo, jednak jest trochę chaotyczna. Czytelników czekających na hektolitry krwi, będą mieli jej pod dostatkiem. Na wielu kadrach dominuje kolor czerwieni. Nie obędzie się bez wielu brutalnych scen, które są dość mocne i przekonywujące. Komiks jest przewidywalny, a fabuła mało rozbudowana. Trochę może denerwować brak pobocznych wątków, mała zażyłość między bohaterami, powoduje to swoistą nudę. Zazwyczaj śmieszne dialogi z udziałem Deadpoola, nie mają polotu, czasami są żenujące. Rysunki Dillona stoją na dobrym poziomie, lecz nie powalają. Trochę denerwuje mnie jego styl przedstawiania danej historii. Na wielu kadrach pokazane są z bardzo bliska postacie, które rzadko są rewelacyjnie narysowane, raczej tylko poprawnie. Na dłuższą metę jest to trochę męczące i nie widzimy co tak na prawdę rozgrywa się wkoło. Kolorystyka poprawna i dobrze odzwierciedlająca zamysły rysownika. Wydanie bardzo dobre. Okładka ze skrzydełkami z średnim projektem graficznym, który mało przekonuje mnie do otwarcia albumu. Dobrej jakości papier kredowy z świetnym nadrukiem o żywych kolorach i jednolitej strukturze. Podobnie jak pozostałe komiksy z tej serii wydawniczej Egmontu, można zakupić w cenie poniżej 39,99zł. Niewygórowana kwota nie sprawia, że komiks trafi do szerokiego grona czytelników, liczy się również fabuła. Z zapowiedzi kolejnych tomów, wygląda, że wszystko idzie w lepszą stronę i historia nabierze tępa.

     

 
 



 


:: TYTUŁ POLSKI ::
Thunderbolts: Bez Pardonu

:: TYTUŁ ORYGINAŁU ::
Thunderbolts: No Quarter

:: SCENARIUSZ ::
Daniel Way

:: WYDAWCA POLSKI ::
Egmont Polska

:: WYDAWCA ORYGINAŁU ::
Marvel

:: ROK WYDANIA ::
PL 2016

:: KOMIKS DOSTARCZONY PRZEZ ::



 

 
 


AUTOR:
PASTOR