PAWEŁ SALAMUCHA



„EKSTAZA MÓZGU
*, LUB SEN O INNYM ŚWIECIE”

 

- Gdzie jestem?
Odpowiedziała mu jedynie cisza.
- Gdzie się wszyscy podziali? – pytania obijały się echem w jego głowie.
- Jeszcze przed chwilą byłem gościem na ekskluzywnym przyjęciu w ratuszu, w Zapomnieniu.
A teraz… ciemność.
Absolutnie czarna ciemność.
- Jakby ktoś zrobił mi głupi dowcip i zgasił światło. Czuję się źle. – pomyślał, a może powiedział. Zresztą jakie to ma znaczenie.
- Czy jest tu kto! – Robert krzyczał na całe gardło, lecz nie było żadnego odzewu.
Kiedy zastanawiał się nad tym, przypomniał mu się film który kiedyś oglądał. Opowiadał historię mężczyzny zamkniętego w podziemnym bunkrze. Bez prądu i żywności…
- Stój…hmm jaki on miał tytuł. Ta drażniąca ciemność, zaraz wyprowadzi mnie z równowagi.
Nie chciał biernie czekać. Postanowił biec, może dotrze do jakiejś ściany i jak bohater pamiętnego filmu zostanie odnaleziony.
Podłoże po którym poruszał się było gładkie, przypominało bieżnię. Po kilku chwilach rozwinął maksymalną dla siebie prędkość, lecz z braku treningu, organizm nie wytrzymał. Robert poczuł ból w lewym boku. Złapała go kolka. Przystanął i upadł na kolana .Rozpłakał się i zwymiotował. Gęsta ciecz pozostawiała kwaśny smak w ustach.
Dobrze, że ma przy sobie zegarek. Oryginalny Timex z wbudowanym kompasem i podświetlaną tarczą. Dostał go od Lilki, w dniu 30 urodzin... To cudeńko pomoże zmierzyć upływający czas.
- Ale jakie to ma znaczenie. Ile już tu jest i czy w ogóle tu jest.
- Gdzie jest? – myśli przychodziły i odchodziły na kształt fal.
- Ciemność: kojąca, senna, czarna, zimna, samotna, ZŁA!
- Tak kurwa - ZŁA! –rozdrażnił się własnym stwierdzeniem. Twarz mu nabrzmiała i stała się czerwona niczym cegła, ale nikt nie mógł tego widzieć.
Po trzech, a może czterech godzinach odpuścił. Zrozumiał swoją bezsilność wobec napotkanej niewzruszonej siły.
- Jak to jest, że twardy mężczyzna pozostawiony na jakiś czas w atramentowej toni zmienia się w dziecko, zaczyna się bać, rozpacza. – rozmyślał
W jednej chwili zrozumiał strach ludzi pierwotnych. Ich lęki stały się jego koszmarem. To co ludzkość skrywała, próbowała omijać, nagle stało się rzeczywiste, wjeżdżając niczym rozpędzony pociąg w jego życie. Osunął się na ziemię i zasnął. 

Ze snu wyrwał go jakiś głos, lub dotknięcie czegoś, lub jedno i drugie. Ciemność zatarła   granicę pomiędzy jawą, a snem. Nawet obraz własnej osoby, zbladł i rozmył się na tyle, że nie mógł wyobrazić sobie znanej mu od dziecka postaci.
- Jak długo spałem? – pomyślał. Pośpiesznie spojrzał na zegarek. Nikła dioda stała się jego jedynym łącznikiem ze światem który go wychował, z którego pochodził.
Była 16:40. Spał zaledwie trzydzieści minut
Ale zaraz, coś jest nie tak. Datomierz pokazywał rok 2012, co znaczyłoby, że spał ponad pięć lat.
- To niemożliwe. Kurwaaaaaaa to niemożliwe! – wrzeszczał jak  oszalały.
Może rzeczywiście zwariował. Smutna myśl sprawiła, że poczuł się jeszcze gorzej.
-Ale jakie to ma znaczenie. – kolejny raz to samo. Złamany człowiek dał za wygraną.
Pochylił się, ukląkł. W ostatecznym akcie desperacji począł metodycznie i równomiernie uderzać głową o grunt z wielką siłą. Czuł na czole krew. Efekty jednak miał odwrotny skutek do ogólnie przyjętej normy, co w rezultacie zachęciło go do zadawania coraz silniejszych ciosów.
Mijały kolejne minuty potwornego aktu samozniszczenia…

W ten sposób odebrał sobie życie. Teoretycznie oczywiście, ponieważ patrząc praktycznie ciągle żył, oddychał, poruszał się i myślał. Chwytał powietrze prawie swobodnie. Potrzaskany nos zatkała krew i tkanki, ale pozostawały jeszcze usta. Ze strachem dotknął twarzy, czuł pod palcami krwawą miazgę tego co niegdyś kobiety nazywały całkiem przystojnym mężczyzną.
Trzeci raz odpuścił, przegrał, czy wygrał?
- Kim teraz jestem! – próbował zawołać, lecz z jego gardła wydobył się tylko nieokreślony bulgot. Z pewnością to przez rubinową ciecz spływającą do gardła i opuchliznę.
- Ta historia nie będzie miała dobrego zakończenia. - Wiedział to, ale mimo wszystko jeszcze wierzył, wciąż miał nadzieję, że wyrwie się z koszmaru i wszystko będzie jak dawniej…

* * *

W jednej chwili aksamitną gęstość czerni przeszyła nieopisana iluminacja. Promień światła rozdzierający ja po krańce nieskończoności. To Pan przeprowadzał inspekcję swojego królestwa. Lecz Robert nie mógł tego zobaczyć, ponieważ działo się to poza czasem i przestrzenią. Odczuł to jedynie jako lekki dotyk, lub cichy szept we wnętrzu czaszki. Ale jakie to ma znaczenie.

* Swego rodzaju zapaść, lub sen, z tym, że jaźń ofiary imploduje w nieskończoną ciemność. Skąd nie ma powrotu. W XX wieku odkrył i opisał to badacz zjawisk nadprzyrodzonych prof. A. Aldenbauer z Uniwersytetu Gwiezdnego w Himalajach.

AUTOR:  Paweł Salamucha