PAWEŁ SALAMUCHA


.::DOSTĘPNE OPOWIADANIA::.


[WSTĘP]   [OPOWIEŚĆ 1: LAS]   [OPOWIEŚĆ 2: BAD BED]   [OPOWIEŚĆ 3: ZABÓJCZE KOREPETYCJE]


OPOWIEŚĆ 2: BAD BED

 

Joanna była średniego wzrostu brunetką o niebieskich oczach. Miłą i uczynną dziewczyną –  tak zawsze mówili o niej znajomi. Pokojowe usposobienie sprawiało, że nie miała wrogów. Jej przeciwieństwem był Bartek. Ze swoimi wiecznie rozmierzwionymi włosami i bystrym spojrzeniem wyglądał jak szalony naukowiec z powieści Mary Shelley. Zawsze w opozycji do świata, ciągle miał jakieś kłopoty, z których musiała go wyciągać – byli parą. Zaczęli spotykać się jeszcze na studiach. Joanna pamiętała to jakby to było dziś, kiedy Bartek nieśmiało zapytał czy nie miałaby ochoty iść z nim do kina. Tak wszystko się zaczęło. Są już pięć lat razem. Skończyli szkoły, każde ma dobrze płatną pracę, a Bartek zdążył jej się oświadczyć. Teraz korzystając z letniego urlopu chcą gdzieś pojechać, uciec od cywilizacji i zgiełku wielkiego miasta. Zaszyć się na jakiś czas, przemyśleć kilka spraw. Ich związek przechodzi chyba kryzys, lub cos takiego, bo ciągle się kłócą – pomyślała.
Przed około tygodniem Bartek zaproponował jej wspólny wypad. Mówił, że znalazł fajne miejsce, domek nad jeziorem, cisza i spokój, a wszystko za bardzo przystępna cenę.
Pokazał nawet stronę internetową, agencji która może im go wynająć. Znajdowało się na niej kilka zdjęć
miejsca, wraz z opisami: –  "Z nami spędzisz niezapomniane chwile", "Przepiękne zachody słońca, które możesz podziwiać z okien naszego luksusowego domku" itp. Slogany były kiczowate, ale zdjęcia wydawały się w porządku. Bardzo kochała Bartka i chciała, żeby między nimi wszystko się ułożyło i znowu było tak jak kiedyś. Zgodziła się wiec bez namysłu.
Na miejsce dotarli późno w nocy, ich volvo to nie jakiś wóz terenowy. Samochód popsuł się, gdy przejeżdżali przez las, ale Bartek mówił, że to nic wielkiego.
– Jutro wezwiemy mechanika z miasteczka. To tylko panewka. – dodał i objął kolano Joanny, żeby się nie martwiła.
Domek sprawiał bardzo dobre wrażenie, widać było że jest niedawno odnawiany. Ściany z rzeźbionych desek, na środku pokoju drewniany słup, a w rogu murowany kominek. Joannie przypominało to chatę drwala: surowy prawie purytański wystrój jeszcze bardziej pogłębiał to uczucie. Całość jednak nie była zimna, a wręcz przeciwnie po wejściu doznawało się uczucia ciepła.
– Bardzo przytulna, co nie ? – zapytała Joanna.
Bartek przytaknął i poprosił, aby pomogła mu przenieść ich rzeczy z samochodu na górę do sypialni. Na piętrze był przestronny pokój, z wielkim łóżkiem, oraz łazienka z prysznicem.  – W sam raz dla dwojga. – pomyślała.
– Piękne łoże... chyba dziewiętnastowieczne, mogę się założyć, że to ręczna robota. –  z wyraźnym ożywieniem zauważył Bartek.
– Rzeczywiście niesamowite – dodała.
Obydwoje czuli, że teraz wszystko się jakoś ułoży. Bartek złapał Joannę, przyciągnął do siebie i przytulając mocno powiedział:
– Kocham cię.
– I ja ciebie też – wyszeptała mu do ucha Joanna. W tym momencie zaczęli się całować. Niespodziewanie przeszyła ich fala namiętności, zaczęli zdzierać z siebie ubrania i rzucili się na łóżko. Fala błogości przenikała wszystkie ich zmysły, drażniąc je i pobudzając. Joanna zdawała się rozpalona gorączką, było to jednak uczucie wielkiego podniecenia. Zaczęli się kochać...
– Wstawaj śpiochu... słyszysz – Bartek delikatnie pocałował w policzek swoją narzeczoną. Joanna drgnęła i powoli zaczęła otwierać zaspane jeszcze oczy.
– Zrobiłem ci śniadania Joan, jajka z bekonem i kakao, tak jak lubisz – powiedział uradowany. Joanna spojrzała na okno przez które do pokoju wpadało słońce, słychać było śpiewy ptaków.
– Wczoraj było cudownie – powiedziała, a myśli jej zaczęły krążyć wokół wczorajszego wieczoru.
– Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze – I znów ucałował Joannę.
Po śniadaniu zabrali się za sprzątanie. Ubrania były porozrzucane po całym pokoju, wkładali je do szafy i komody. Wracało dawne szczęście... czuła to. Teraz jeszcze bardziej kochała Bartka. – Przecież każda para przechodzi kryzys, ważne jest żeby umieć go przezwyciężyć – rozmyślała Joanna.
– Wiesz musze ci coś wyznać Joan.
– Pomysł tego domku podsunął mi Mark... W pobliskiej wiosce ma babcię u której spędza lato ? – oznajmił to jakby zadawał pytanie, ale ona nie była na niego zła, wręcz przeciwnie cieszyła się, że będą mogli zobaczyć się z przyjacielem. Uśmiechnęła się, a po chwili rzekła:
– Zadzwońmy do niego, nie mogę się doczekać kiedy zobaczę tego wariata – teraz obydwoje śmiali się, na myśl o dawnych imprezach w gronie przyjaciół.
Marek zjawił się tak szybko, że nawet nie skończyli jeszcze sprzątać. Było naprawdę wesoło, wspominali stare czasy, wspólne wypady w góry i nad morze. Oni opowiadali co się z mini działo przez cały czas kiedy się nie widzieli. On mówił o swoich planach co do studiów i zamieszkania w Warszawie na stałe. Wszyscy czuli, że mogliby tak trwać jeszcze długie godziny, ale nie było im to pisane. Mark nagle wstał, bo już zmierzchało i powiedział, że musi wracać do domu.
Wykonał jeszcze telefon do babci, zszedł na dół i pożegnał się:
– To do zobaczenia, zadzwonię jutro. Może gdzieś się umówimy. – Zaczął wsiadać na swój wiekowy rower, kiedy Joanna znowu chcąc go namówić aby jednak został powiedziała:
– Przecież naprawdę możesz u nas nocować Marek. – Lecz on naprawdę nie mógł zostać, przecież obiecał babci, że wróci zanim zapadnie zmrok. Nie chciał zawieść staruszki, która w końcu była jego jedyną żyjącą babcią. Dodał więc:
– Wyluzujcie, co może mi się stać w nocy na takim wygwizdowie?  
Marek odwrócił się i pojechał prostą piaszczystą droga przed siebie. Joanna i Bartek przytuleni wrócili do domku.
Chcieli jeszcze porozmawiać, zjeść, lub zrobić cokolwiek... kochać się. Uczucie te przyszło do nich jak fala. Zaczęli całować się, pieścić... po chwili wbiegali już po schodach, aby jak najszybciej dotrzeć do sypialni. Pokój spowijała dziwna czerwonawa poświata, ale żadne z nich tego nie zauważyło.  Wszystko wirowało, powietrze przesycone było czymś tajemniczym, świat jakby zniknął... jakby nigdy nie istniał. Byli tylko oni i łóżko.
Joanna położyła się pierwsza, wyciągnęła przed siebie rękę, kusiła go spojrzeniem. Rozwarła zachęcająco uda. Bartek nie mógł już wytrzymać, jego podniecenie osiągnęło optimum.
Wtedy czas lekko zwolnił, ruchy zrobiły się powolne, wszystko co stało się potem było jak sen. Do nosa doleciał nieprzyjemny zapach zgnilizny, padliny... PIEKŁA!
Joanna krzyczała, spod łóżka buchało czerwone jaskrawe światło i wydobywała się para. Miejsce gdzie powinien być materac otworzyło się zdradzając piekielne czeliści, coś chwyciło jego ukochaną i zaczęło wciągać do środka. Złapał się za głowę, próbował przetrzeć oczy, ale dziwny obraz nie chciał zniknąć. Do jego uszu dochodził odległy krzyk Joanny, miał wrażenie. Dźwięk rozchodził się tak jak pod wodą... nic nie mógł zrozumieć.
Bartek odwrócił się, chciał się stąd wydostać, jego myśli nie dały się ogarnąć. Krzyczał, adrenalina rozchodziła się po jego ciele zmuszając nogi do biegu. Na korytarzu potknął się i spadł ze schodów, nie czuł nawet bólu. Przed siebie, tylko dalej stąd. Nie chciał już wiedzieć co stało się z Joanną, miał jednak przeczucie, że już więcej jej nie ujrzy. Przebiegł podwórze, kierował się w stronę jeziora. Wtedy zdał sobie sprawę, że zwariował... jego umysł odłączył się od ciała i poszybował gdzieś daleko. Zamiast niego pojawił się głos, a raczej syk. Pan go wzywa, pan go oczekuje.
– Chodź do mnie, Bartłomieju – szept w jego głowie, nakłaniał go do powrotu.
– Czekamy tu na ciebie... Joanna chce się z tobą zobaczyć...
– Czekamy na ciebie... wszyscy.
Poczuł spokój, jego ucieczka dobiegła końca, musiał wrócić. Tam czeka na niego Joanna, kochał ją najbardziej na świecie.
– O słodki szatanie, słodki jak miód – to były ostatnie słowa Bartka, wypowiedziane jakby do cienia który trzymając za rękę prowadził go do małego przytulnego domku. Teraz kiedy zapadła już noc, jego rozświetlone okna wyglądały jak złowrogie hipnotyzujące oczy, a drzwi niczym paszcza szaleńca zapraszała do środka, bijąc na zewnątrz czerwonym fluorescencyjnym blaskiem...

 *         *        *

– Tak proszę pani, jest bardzo przytulny... Tak, jest kominek... – Rozmawiał ze swoim klientem jeden z przedstawicieli agencji wynajmu domków letniskowych i całorocznych.
– Chyba się z mężem zdecydujemy – Z zadowoleniem powiedziała pani Grzesiak.
– Proszę wypełnić i przesłać do nas druk zamieszczony w Internecie na naszej stronie... Tak to będzie wszystko... Życzę wielu szczęśliwych chwil – Kolejna dobra transakcja pomyślał agent. Był z siebie zadowolony, jak zawsze kiedy chodziło o "ten domek". Pan kolejny raz będzie z niego dumny.
– HAhaahahhAHhahahh – zaniósł się histerycznym śmiechem agent.

AUTOR:  Paweł Salamucha