KAMIL GRAB



SZEPTY NOCY

 

Czasami koniec staję się początkiem nowego, podczas gdy nasze ciało obumiera dusza osiąga stan błogiej nieświadomości, staje się wszechobecna, widzi to co do tej pory nie zostało jeszcze odkryte. Ocalałe dusze zmagają się w pojedynku dwóch skrajnych rzeczywistości, wykształcają tak zwaną tożsamość wtórną, która pragnie żyć nadal…

***

- Czy uważasz, że to jest dobry pomysł?
- Nie wiem, ale warto spróbować, przekonać się o własnej sile, która…
- Która co? Doprowadzi cię do samobójstwa?
- Może, ale nie o to w tym wszystkim chodzi…
- A o co? On ciebie wykorzystuje, przecież wiesz o tym… Jesteś tylko narzędziem, jego…
- Przestań! Nie powstrzymasz mnie, nadszedł czas…
- Czas by umrzeć? To chcesz powiedzieć?
- A to chcesz usłyszeć?
- …Przepraszam, że przerywam tą ekspresję chwili, ale zaczynamy…
- Muszę iść… Przepraszam za wszystko, po prostu muszę…

Tak, to były moje ostatnie słowa, lecz to co się wydarzyło przyćmiło całokształt mojego, jakże nic nieznaczącego życia. Wielu może zapytać mnie dlaczego poddałem się, wielu będzie snuło domysły, lecz prawda zawsze będzie po środku pozostawiona bez komentarza.

***

- Nie rób tego, proszę… Zostawcie go… Przecież to morderstwo! Mordercy!
- Bracie, zostałeś wydalony, prosimy abyś opuścił to miejsce i zapomniał o nas…
- Nie! Proszę… Nie…
- Wierzysz w Boga?
- Tak…
- Wiec zacznij się modlić, bo jak skończę z nim zabiorę się za ciebie…
- Proszę, nie zabijajcie go… Będą go szukać… Zabiję was… Słyszysz! Zabiję!
- Wyprowadzić go!

Widziałem jego spojrzenie, czułem smak jego krwi, lecz w chwili takiej jak ta, w chwili, w której moje usta przepełniały się krwią, kiedy czułem ostatnie dreszcze a egzaltacja otoczenie wzbudzała we mnie lęk. Gdy po raz ostatni spojrzałem, wyprowadzali go… Na mojej twarzy po raz ostatni zawitał uśmiech, może powinienem przestać, ale nie mogłem, chciałem, zrobiłem to… Wielu z was stwierdzi, że to brak odwagi, szaleństwo… Może tak… Może nie… Niewiele straciłem… Moja śmierć niewiele wniosła… Lecz na to, co się wydarzy nie będę miał wpływu… Już nie…

***

Każdy się kiedyś rodzi i każdy kiedyś umiera i na to nie mamy wpływu, lecz możemy wybrać sposób śmierci… Ja wybrałem, lecz co się tak naprawdę wydarzyło, dopiero teraz mogę to zrozumieć, przeanalizować i… Zawsze jest i… Nigdy nie ma nad nim kropki, pora nią postawić… Może kiedyś zrozumiecie, aby to zrozumieć cofnijmy się o parę lat wcześniej…

Pamiętam, była jesień, padał deszcz… Niczym tekst piosenki, tak można by było opisać tamtą chwilę. W dzień studia, wieczorem nauka a w nocy praca, może czasami jakieś wyjście na miasto. Studiowałem metodykę wczesno wychowawczą, studia stacjonarne, licencjackie, pierwszy rok, jeżeli ktoś uważa, że to takie straszne zaprosiłbym na politechnikę, ale to już nie ma znaczenia… Nie teraz…
Na wykładach odsypiałem zarwane noce, na ćwiczeniach przepisywałem notatki z poprzednich zajęć, przyznam, że nigdy nie miałem z tym problemu, byłem ogólnie lubianym i szanowanym studentem. Gdyby tylko znali prawdę, gdyby tylko chcieli mnie poznać bliżej… No cóż… Czasami człowiek odcina się od społeczeństwa, buduje szczelną barierę nie dopuszczając nikogo do siebie… Do czasu…
- Dzień dobry, witam wszystkich słuchaczy na wstępnych zajęciach z „animacji zachowania”, na tych zajęciach dowiecie się… -No właśnie, od samego początku interesowały mnie tylko te przedmioty, które pomogłyby mi zrozumieć siebie samego…
Mimo że pracowałem, wygodniej i taniej mi było mieszkać w Domu Słuchacza. Miałem pokój dwuosobowy, który zajmowałem od osiemnastego września. Do pewnego momentu mieszkałem sam… Do czasu…
- Proszę wejdź…
- Adam Tracz?
- Tak, a w jakiej sprawie?
- Cześć, miło mi cię poznać… Na to wygląda, że będziemy od dzisiaj mieszkać razem…
- Zaraz to chyba pomyłka…
- Nie, skądże, wiem, że gwarantowano ci pokój jednoosobowy, ale jest wszędzie już zajęte…
- Więc masz zamiar ze mną mieszkać? Nie wytrzymasz… Odpuść sobie…
- Wiesz, ani ja ani ty nie masz wyboru… Powiedzmy, że… Jesteśmy skazani na siebie…
- Śpię pod oknem, rób co chcesz, kiedy chcesz, ale nigdy mnie o nic nie pytaj…
- W takim razie witaj… Przedstawię się… Konrad…
- Przestań, spieszę się… Wrócę późno… Na razie…  
Od samego początki starał się być miły… Starał się… Wiedziałem, że on nie jest tu bez powodu, jak na studenta wyglądał… Ukrywał coś, więc pora rozpocząć grę pozorów.
- Co tu robisz? Przecież to klub…
- Ogólnie dostępny? To chciałeś powiedzieć?
- Wiesz dobrze co chciałem powiedzieć… Nie powinieneś tu być! Wyjdź…
Sam nie wiem, dlaczego to powiedziałem, może się bałem zdemaskowania, zburzenia pseudo idealnej konspiracji, chciałem zachować anonimowość…
- Posłuchaj mnie uważnie, mam prawo chodzić w miejsca publiczne, nie zabronisz mi tego, ale jeśli wejdziesz mi w drogę…
- To co? Pożałuje? Czego chcesz?
- No i przechodzimy do sedna… Pomożesz mi…
- Pomogę ci w czym? W upiciu się? Poderwaniu kogoś?
- Wiem o tobie wszystko, o rodzinie, otoczeniu, i…
- I po co to wszystko? Chcesz mnie ukarać? Zniszczyć…
- Chcę cię przygotować…
- Przygotować na co?
- Na wyrok… Czekasz na wyrok…
- Jaki? Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wyrok jest jeden… Śmierć.
Każdy ma swoje ciemne strony, które przytłaczają osobowość, nie pozwalają spokojnie zasnąć, ciągle o nich myślimy, lecz gdy mamy się z nimi zmierzyć… No właśnie. Co wtedy robimy? Uciekamy… Przed samym sobą…
- Monika? Tu Adam, słuchaj… Potrzebuje kilka dni przenocować…

- Tak, mam małe problemy w akademiku… Dobrze… Będę po pracy…

- Około pierwszej w nocy zamykamy, jakby co to zadzwonię…

- Dzięki, na razie…
Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, była moją najlepszą… Znajomą… Nie wierzyłem w przyjaciół, zbytnie związanie się emocjonalne powodowało większy ból po stracie. Ale ona i tak wiedziała o mnie wszystko, mogła mi poradzić a ja mogłem jej o wszystkim powiedzieć…
- Wejdź, dobrze, że zadzwoniłeś, musimy porozmawiać… Był u mnie…
- Dominik… Wiem, mnie też znalazł…
- Ale widziałeś… Przecież on nie żyje, byłeś przy nim jak umierał…
- Co chciał?
- Nie wiem… Otworzyłam drzwi… Bałam się… Ale jak to możliwe?
- Czy uważasz, że dobrze zrobiłem pozwalając mu umrzeć, przecież mogliśmy wezwać pogotowie…
- Pamiętaj, że to była jego decyzja, on tak chciał… Wybór czyni człowieka wolnym…
- Nie do końca…
- Co chcesz przez to powiedzieć? Pomogłeś mu… O mój Boże, zmusiłeś go…
- W tę noc… Kiedy wracaliśmy, po moich urodzinach… On był jakiś inny, tak jak tego chciał, podniecało mnie to…
Jak dotąd nie posunęliśmy się aż tak daleko… W domu nie było jego rodziców, weszłaś do pokoju, nie chciałaś dopuścić, krzyczałaś i wyszłaś… Wtedy on wziął brzytwę…
- Pozwoliłeś mu na to, myślałam, że pobiegłeś za mną… Przecież…
- Chciałem widzieć, chciałem poczuć jej ciepło…
- Jej smak? Czy wy…
- Tak, to było szaleństwo… Opanował nas amok, żądza, którą po chwili nie mogliśmy opanować, spijałem jego krew… Patrzyłem jak…
- Jak sobie podcina żyły? Podniecało cię to?
- Tak, ale po chwili uświadomiłem sobie, że posunęliśmy się za daleko… Nie mogłem go powstrzymać… Wtedy wybiegłem za tobą…
- Jak mogłeś? Boże… Mogłeś mu pomóc… Przecież znaleźliśmy go pod prysznicem…
- Nie wiem jak się tam znalazł… Gdy wychodziłem on leżał nieprzytomny…
- I przez ten cały okres udawałeś, wiedziałeś… Wynoś się…Morderca!
- Monika, przestań… Uspokój się…
I stało się, uderzyłem ją, upadła na podłogę, jej blade lico okryło się rumieńcem a z rozciętej wargi wypływała krew… Moje ciało przeszyły dreszcze, chciałem poczuć smak jej ust, dotknąć jej ciała… Coś wskrzesiło na nowo żar, który jaskrawym płomieniem rozświetlił moją mroczną połowę… Niczym orgazm za orgazmem osiągnąłem stan delirium. Bałem się o jej bezpieczeństwo, bałem się siebie, nie byłem gotowy… Wyszedłem i już nigdy z nią nie rozmawiałem, lecz przeznaczone mi było zobaczyć jej śmierć…
Kolejne dni mijały pod wielkim znakiem zapytania, nie mogłem się odnaleźć w nowej rzeczywistości aż do tego pamiętnego wieczora, który miał zapoczątkować egzekucje wyroku, który ciążył wciąż na mnie…
- Wcześnie wróciłeś… Usiądź, musimy porozmawiać…
- Raczej nie mamy wspólnych tematów…
- Wiem dlaczego to zrobiłeś…
- Jeszcze nic nie zrobiłem, ale nie ręczę za siebie…
- Musisz zrozumieć, musisz wrócić…
- Przysłała cię moja matka? Nic od niej nie chce…
- Ona nie żyje…
- Kłamiesz! Kim jesteś… Po co… Pierdol się… Nic o mnie nie wiesz…
- Umierasz… Pomogę ci zrozumieć…
- Co zrozumieć? Wszyscy wokół mnie odchodzą, pogodziłem się z tym…
- Nie pozwól, by tobą manipulował… Kieruj się sercem…
Nie mogłem go słuchać, jego wzrok błądził po pomieszczeniu szukając pomocy, kłamał, cos ukrywał a może po prostu bał się… Nic mu nie odpowiedziałem, nie chciałem… Po prostu wyszedłem.
Od dawna nie miałem wolnego wieczoru dla siebie, postanowiłem zwiedzić miasto o zachodzie słońca. Blask parkowych latarni rozświetlał wysypane grysem ścieżki, dłużące się pośród pożółkłej zieleni. W końcu mogłem oddychać wieczorną bryzą, w powietrzu unosił się znajomy zapach miłości, której smak niegdyś i ja miałem okazje zakosztować. Lecz smak uczuć poznanych z pożądania przerodził się w grę pozorów, która raniła obie strony, kończącym gestem była zdrada z mojej strony. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdybym nie zdradził Doroty z mężczyzną, tym oto czynem uzyskałem pozycję i poważanie w środowisku, jednak straciłem bezpowrotnie uczucie, którego zarys zaledwie przypomina zapach unoszący się w powietrzu, którego natężenie wciąż wzrastało, wkrótce poczułem delikatny oddech kobiecy na mojej szyi… Obróciłem się, jednak w pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć w to co widzę… Stała w błękitnej sukni, obwinięta aksamitną przepaską, eksponującą wszelkie ozdoby ciała… Wróciła po tylu latach…
- Witaj, przejdziemy się…
- Co ty… Jak mnie…
- Cicho, nic nie mów… Delektuj się ciszą… Odczuwaj każdą chwilę, każdy dotyk…
- Przepraszam, nie chciałem, nie mogłem tego powstrzymać…
- Wiem, jednak teraz masz okazje by to naprawić… Wróć do mnie… Masz tak mało czasu…
- Przed nami cała noc, mam ci tyle do powiedzenia…
- Wiem, jednak na mnie już czas… Wróć do mnie…
Po chwili smukła sylwetka kobiety zniknęła, wiem, że to była Dorota… Jej głos był taki… Cierpiała, cierpiała będąc ze mną… Zraniłem ją, jednak wybaczyła mi…
- Jesteś pewien, że to zrobiła…
Usłyszałem wyłaniającej się sylwetki głos…
- Dominik? To ty?
- Ona nigdy cię za to nie winiła…
- Boże, ale mnie… Co tu robisz?
- Byłem u ciebie, ale zastałem tylko Konrada, który stwierdził, że wyszedłeś…
- Znasz go? Skąd wiedziałeś, że…
- Znamy się wszyscy, wszystko o sobie wiemy, wkrótce do nas dołączysz…
- Nie rozumiem, przecież widziałem cię… Twoje ciało…
- Chodź, pokażę ci…
Nie wiedziałem jakie zamiary kierowały Dominikiem, jednak podświadomie pragnąłem jego obecności. Pośród krętych uliczek i ciemnych blokowisk spacerkiem doszliśmy pod dom Moniki, jednak gdy ją zobaczyłem było za późno…
- Zanim powiesz jej, że to był ostatni raz… Zanim dzień spłoszy srebrnego ptaka nocy…
- Nie rozumiem…
- Zanim zrozumiesz jak, bardzo kochałeś ją… Zanim będziesz próbował odkupić ją za słowa, zobaczysz jak ona spokojnie stoi z nim…
Patrzyłem, jak spokojnie poddała się kolejnym ciosom. To było dziwne uczucie, niczym ofiara złożona w hołdzie, spoczęła na kamiennym obelisku w centrum osiedlowego parku. Mężczyzna w todze spowitej zaklęciem nocy delektował się ostatnim tchnieniem, wydawanym przez pierś spowitą zakrwawionym całunem…
- Ona ma siłę… Nie wiesz jak wielką… Umierała długo, teraz rodzi się lekko, nie dla ciebie…Posłuchaj co ma ci do powiedzenie…
Czy to jawa, sen, koszmar… Wstał, mężczyzna się oddalił… Zniknął gdzieś w ciemnościach… W oddali słychać było tylko śpiew kobiety…

„...jedyne co mam, to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia, jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć… miałam siebie na własność, ktoś zabrał mi prywatność, co mam zrobić, bez siebie jak żyć, jak żyć… miałam słowa własne, ktoś stwierdził, zbyt ciasne, co mam zrobić bez słów, jak żyć, bez słów żyć… jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć… miałam serce dla wszystkich, ktoś klucz do niego obmyślił, co mam zrobić, by żyć, bez serca mam żyć… miałam myśli spokojne, lecz ktoś w nich wywołał wojnę, co mam zrobić, jak teraz żyć, teraz żyć… jedyne co mam, to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia, jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć…”

Wkrótce ktoś dosyć boleśnie mnie uderzył w twarz, gdy otworzyłem oczy widziałem tylko jego… Byłem u siebie… Konrad coś krzyczał do mnie…
- Dobrze się czujesz?
- Coś mówiłeś…
- Krzyczałeś przez sen, obudziłem się… Próbowałeś wyjść…
- Jak się tu znalazłem? Przecież, byłem…
- No właśnie czuję, byłeś znowu w pracy… Zalałeś się i ktoś znowu cię przyprowadził…
- Nie, nie byłem, widziałem ją… Boże… Pomóż jej…
- Zapomnij, jej tu nie było… To był tylko sen…
- Byłem w parku, spotkałem Dorotę, Dominika… Monikę, pomóż jej!
- Komu? Spokojnie, to tylko wpływ alkoholu tak na ciebie działa… Nie pij tyle…
- Widziałeś go, szukał mnie, rozmawiałeś z nim…
- Z kim? Cały wieczór byłem sam, nikt cię nie szukał… Połóż się, zaśnij, pogadamy rano…
Jednak do porannej rozmowy poruszającej wydarzenia minionej nocy nigdy nie doszło, poranek rozpoczął się jak wiele poprzednich… Oczywiście zaspałem na zajęcia… Jak się okazało na moje ostatnie zajęcia…
- Adam, panie Adamie? Mogę prosić… Do biura proszę…
- Pani profesor… ja przepraszam za spóźnienie…
- Nie chodzi o to… Wiemy, że twoi rodzice nie żyją…Zalegasz z czesnym…
- Tak, ale zapłacę… Pracuję…
- Mogę być z tobą szczera… Wiem, że sobie radzisz, ale zastanów się…
- Nad czym mam się zastanowić?
- Weź urlop dziekański, ubieraj trochę grosza, ułóż sobie życie… Wtedy wrócisz…
- Czy to ostateczna decyzja?
- Niestety, tak… przykro mi, że tracę tak zdolnego ucznia, ale…
- Rozumiem… Przykro mi…
- Mnie również, mam nadzieje, że jeszcze kiedyś do nas wrócisz?
- Tak…
Wyszedłem wtedy, zatrzymałem legitymacje i indeks, nie miałem odwagi tam wracać… Bałem się reakcji innych a może nie mogłem znieść ty znaczących spojrzeń? Dla mnie to była chwila, która trwała wieczność. Owa chwila zapoczątkowała a może po prostu zakończyła pewien okres mojego życia, które nigdy się nie zaczęło… Wyprowadziłem się z Domu Słuchacza, na początku nocowałem w klubie, właściciel się na to zgadzał, w końcu byłem najlepszy aż do tej nocy…
- Słyszałeś… Słyszałeś… On tu jest… Szukają…
- Jagoda uspokój się… Co się stało? Po kolei…
- W jakim ty świcie żyjesz? Jest tu właściciel tego nowego klubu dla vipów, szuka obsługi do nowo otwieranego lokalu, gdzieś na uboczu miasta. To dopiero by było, rozmawiał już z tobą? Ja raczej nie mam szans poszukuje tylko młodych chłopców…
- Nikt ze mną nie rozmawiał… Który to?
- Patrz to ten…
Zobaczyłem człowieka, który wyglądał jak Bóg, jego ubranie, postawa, sposób w jaki się poruszał. Każdy chciał z nim chodź na chwilę pomówić w nadziei, że dostanie posadę. Spojrzał na mnie w najmniej odpowiedniej chwili, zauważył, że się na niego gapiłem, może chciałem go poznać… Jedno jest pewne, on chciał żebym dla niego pracował…
- Dużo o tobie słyszałem chłopcze, kierownictwo chce cię poznać…
- Słucham, ale ja mam już pracę i nie szuka nowej…
- Ja ci nie proponuje pracy tylko nowe życie…
- Nadal nie jestem zainteresowany, przykro mi…
- Widzisz chłopcze, wiem o tobie wszystko i myślę, że nie masz wyboru…
- Doprawdy a to dlaczego?
Nagle z zaplecza wyłonił się Jurek, kierownik tego niskiej klasy lokalu…
- Adam, przykro mi, ale jest zwolniony… Spakuj się i wyjdź, policja ciebie szuka…
Mężczyzna w czarnym smokingu spojrzał na mnie z ironicznym wyrazem twarzy, podniósł rękę wsuwając ją delikatnie za marynarkę, wyciągnął portfel…
- Ile ci tu płacą… To znaczy płacili?
- 1200 plus napiwki…
- Dam ci cztery razy tyle plus lokum…
- Dlaczego jestem dla pana taki ważny?
- Nie dla mnie mój chłopcze, kierownictwo cię wzywa… Wyjdźmy stąd…
- A co z moimi rzeczami?
- Zostaw, kupisz sobie nowe, od dzisiaj stać cię na nie…
Z początku cała sytuacja bardzo mnie fascynowała, nie mogłem się oprzeć pokusie na lepsze jutro, lecz już po kilku chwilach zrozumiałem, że komuś bardzo zależy na mnie a raczej na tym co mam zrobić. Nadaj przewijały mi się obrazy, dziwne wizje, które mogły coś znaczyć, lecz czy się naprawdę wydarzyły, to pozostaje dla mnie zagadką…
- Wejdź chłopcze oczekiwaliśmy cię…
- Naprawdę, ale nie wiem o co państwu chodzi…
- Czy zastanawiałeś się dlaczego od pewnego czasu twoje otoczenie wydaje ci się dziwne? Dlaczego nie panujesz nad własnym życiem?
- Tak, ale nadal nie rozumiem , dlaczego tu jestem…
- Budzisz się i nie pamiętasz nocy, wszystko wydaje ci się znajome ale nigdy przedtem tu nie byłeś… Zapomniałeś… Pomożemy ci…
- Przepraszam, ale nie mogę… Muszę iść… Wracać, czekają na mnie…
- Mieliście rację, on jest wyjątkowy…
- Zaraz do kogo pan mówi? Przecież jesteśmy tylko my…
- To, że nie widzisz nie oznacza, że ich nie ma… Czujesz ich obecność…
- Kogo? Kim jestem?
- Jednym z wielu, który musi wybrać… Jesteś posłańcem…
- Nie, pan mnie z kimś myli… Co mam wybierać… Po między czym?
- Po między życiem a śmiercią, która przyjdzie powoli…
- Przecież ja żyję… Jestem tu…
- Jesteś tego pewien, pozwól, że ci coś pokażę…

Tej nocy nie byłeś sam, pamiętasz to co chcesz pamiętać… To miejsce nazywamy przejściem, tu się znajdujemy, zazwyczaj ludzie, którym pisane jest umrzeć mają nierozwiązane sprawy, to ich powstrzymuje od przejścia. Zostają pośród nas czekając na swoją kolej, czekają na ponowne narodziny by dokończyć pewne zobowiązania. Jednak pośród narodzonych na nowo są również posłańcy, którzy zapomnieli o ich przeznaczeniu. Oni nigdy nie doczekają się przejścia, zwiastują jedynie śmierć, jednak wielu wciąż próbuje uciec do świata żywych… Ty tak zrobiłeś, zapomniałeś o swoim przeznaczeniu, jednak w jakiś szczególny sposób zostałeś naznaczony, zmieniłeś się i to cię wyróżnia… Posiadasz moc, która zmieni losy wielu, którzy tuż przed śmiercią nie zdołają wybrać. Dzięki tobie połączą się w jedność, ich ukojenie zależy od ciebie. Pomożesz im przejść, ale za nim to zrobisz musisz na nowo się narodzić. Za każdym razem będziesz się budził w innych miejscach, jako nowa osoba, która wkrótce umrze, ty nią będziesz, twoim zadaniem będzie dokończenie za nią życia, jednak gdy zawiedziesz, jej dusz nie dostąpi przejścia… Stanie się czystym złem, które wraz z przypływem moc przeciwstawi się tobie w formie cielesnej… Dojdzie do ostatecznego starcia, po którym zatriumfuje czysta forma dobra bądź zła… W twoich rękach spoczywa dobro ogółu… Pamiętaj, nigdy nikomu nie ufaj, zło przybierze różne formy, byś tylko zawiódł… Umarłeś przez nie… To wizje, które dopiero się wydarzą… Obudzisz się…     

AUTOR:  Kamil Grab