O WYOBRAŻENIU ANIOŁÓW W KULTURZE SŁÓW KILKA

„Gdyby teraz archanioł, straszliwy, wyszedłszy zza gwiazd
o krok tylko ku naszej zniżył się stronie,
w niebo wzbite zabiłoby nas własne serce. Kto jesteście?”
(R. M. Rilke)

„Niebo wcale nie przypomina beztroskiej idylli,
a aniołowie zawsze mają jedno skrzydło unurzane we krwi.”

Mówi się, że stereotypy rządzą światem. Wyobrażenia z naszego kręgu kulturowego są nam implementowane w domu, w szkole, pośród znajomych. Pewne rzeczy stają się przez to oczywiste i tak pewne, że nawet nie dopuszczamy do siebie możliwości, że mogłoby być inaczej. W wielkim uproszczeniu tak bywa również z wyobrażeniami dotyczącymi sfery duchowej, religii i mistyki.

Od najmłodszych lat uczy się nas o aniołach jako o Bożych posłannikach i opiekunach ludzi. „Aniele Boży, Stróżu mój” to chyba pierwsza modlitwa, jakiej uczy się dzieci. Wiedza o aniołach wyniesiona z dzieciństwa jest mocno uproszczona i wyidealizowana - doskonale oddają ja ilustracje w książkach dla dzieci i na obrazkach, które zostawia im chodzący „po kolędzie” ksiądz. Jasnowłose postacie o androgynicznych twarzach, białych skrzydłach, często wśród dzieci albo też same będące dziećmi, z harfą raczej niż z mieczem, o spokojnych, ciepłych oczach, zawsze spieszące na pomoc człowiekowi – takie panuje powszechne wyobrażenie anioła. Tymczasem zarówno Pismo Święte jak i Talmud, Koran czy pisma rabiniczne i księgi kabalistyczne przekazują nam całkowicie odmienny jeśli nie sprzeczny z naszymi wyobrażeniami obraz aniołów. Ten obraz podobny jest do wizji twórców filmu „Armia Boga”.

„Did you ever notice how in the Bible, whenever God needed to punish someone, or make an example, or whenever God needed a killing, He sent an angel? Did you ever wonder what a creature like that must be like? A whole existence spent praising God, but always with one wing dipped in blood. Would you ever really want to see an angel?” – pyta bohater filmu. Przerażający obraz istot anielskich, wyłaniający się z filmu, jest o wiele bliższy temu, co mówią nam księgi niż faktycznym wyobrażeniom, jakie mamy o aniołach. Interesowałam się swego czasu angelologią, dlatego też sądzę, że twórcy filmu w miarę wiernie przedstawili prawdziwą naturę anioła (prawdziwą = książkową). Według przekazów aniołowie nie mają duszy w sensie takim, jakim mają ją ludzie, a więc co idzie za tym – nie mają uczuć ani sumienia. Nie można się po nich spodziewać ludzkich reakcji, a więc litości, sympatii, wahania, przyjaźni. Talmud wyraźnie zaleca, by w razie potrzeby w żadnym razie nie wzywać na pomoc anioła, lecz Boga, przestrzega przed pochopnym zwracaniem się o pomoc nawet do samych archaniołów Michała czy Gabriela. Wiemy, że aniołowie są posłańcami i wykonują rozkazy Boga, za to nie pojawia się ani jedna wzmianka o tym, by w jakikolwiek sposób reagowali emocjonalnie na owe rozkazy. Gabriel na przykład zgodnie z przekazami klepnął w pupę małego Mojżesza, by zapłakał i wzbudził litość egipskiej księżniczki, swej przybranej matki, zwiastował Matce Bożej radosną nowinę, ale również zniszczył na rozkaz Pana Sodomę i Gomorę. Michał przekazał Sarze, że urodzi syna, ale także w ciągu jednej nocy wytracił 185000 żołnierzy armii asyryjskiego króla Sennacheryba.

Zachowanie aniołów nieustannie oscyluje między wiernopoddańczym okrucieństwem w imię Boże a pobłażliwie pomocnym stosunkiem do człowieka, z którym na rozkaz Boga krzyżują oni swoje drogi. W filmie „Armia Boga” owa więź między aniołem i Bogiem została według mnie wyeksponowana i to dobrze. Gabriel wydaje się być sfrustrowany brakiem Boga w swoim życiu („On już ze mną nie rozmawia”), co owocuje buntem przeciw boskim rozkazom, a jednym z takich rozkazów było przecież uznanie wyniesienia człowieka jako tego, którego Bóg umiłował. Bunt Gabriela wynika z rozczarowania, z upokorzenia i z osamotnienia, ale także z nadziei, że jego wojna przyniesie mu na powrót uznanie u Stwórcy i przywróci go do łask. Targają nim ludzkie emocje, ale nie utracił przez to swojej anielskiej dumy i godności – wciąż jest Bożym wojownikiem, przywódcą zastępów anielskich, potężnym i przedwiecznym stworzeniem o niemal boskiej mocy. Przy nim władca piekieł – Lucyfer, grany skądinąd przez przyszłego Aragona, wydaje się stonowany, skromny i niewiele znaczący. Świetna, pełna ekspresji rola Christophera Walkena tchnęła w postać zbuntowanego archanioła demoniczną pychę, dumę, wyższość i grozę, dzięki którym jawi nam się prawdziwy tragiczny anioł, pozbawiony należnego sobie miejsca, zmuszony do przebywania wśród tych, którymi gardzi i których nienawidzi, upokorzony i skrzywdzony, znający swą wartość a przy tym nie mogący pojąć tego, czemu został tak niesprawiedliwie potraktowany przez Boga, któremu tak wiernie służył i o którego względy tak skrupulatnie zabiegał. Gabriel nie musi się z niczego tłumaczyć, a jego postępowanie jest dla ludzi niepojęte: „I'm an angel. I kill firstborns while their mamas watch. I turn cities into salt. I even, when I feel like it, rip the souls from little girls. And from now till kingdom come, the only thing you can count on, in your existence, is never understanding why!” Właśnie tak widziałabym prawdziwego anioła, jako przerażającą, potężną, niepojętą istotę, trochę jak z poezji Rilkego i Leśmiana, których fragmenty zamieszczam, trochę jak z mangi „Angel Sanctuary”, trochę jak z literatury fantasy… I z pewnością nie chciałabym z własnej woli spotkać żadnego z nich na swojej drodze.

AUTOR: MEOW