WYWIAD - MATEUSZ ŁUKASZ MARCINKOWSKI - "ELIZABETH"

Lubisz klasyczną literaturę grozy? Jesteś fanem opowiadań Le Fanu lub M.R. Jamesa? Ta książka może Cię zainteresować!

Elizabeth to literacki debiut Mateusza Łukasza Marcinkowskiego, 27-letniego autora z Żyrardowa, na który składa się sześć opowiadań inspirowanych klasyczną literaturą grozy z przełomu XIX i XX wieku. Zamiast epatowania brutalnością i drastycznymi opisami, autor buduje atmosferę niepokoju i tajemniczości poprzez konfrontacje bohaterów z tym, co nieznane, a także zręczne odmalowanie emocjonalnych przeżyć towarzyszących kontaktom ze sferą nadprzyrodzoną. Czerpiąc inspirację od klasyków horroru i mitów słowiańskich, autor zagląda też do najciemniejszych zakamarków ludzkiego serca, aby pokazać jak przerażające mogą być ich zamysły.

Tytułowa Elizabeth to opowieść o młodym dżentelmenie i pięknej, onieśmielającej swym spojrzeniem femme fatale, która zdaje się skrywać nie tylko osobliwą przeszłość, ale także mroczny sekret. Z kolei Powrót do domu to klasyczne ghost story, lecz ujmujące zjawisko kontaktu z bytami nadprzyrodzonymi w nieco innej perspektywie. W Złej miłości autor podejmuje bardzo trudny i kontrowersyjny temat kazirodztwa, zagłębiając się w mroczny labirynt ludzkich emocji i ukrywanych przed światem pragnień, zaś w opowiadaniu zatytułowanym Indianka zwraca uwagę na powszechny również dziś problem ludzkich uprzedzeń i stereotypów.

W zbiorze znalazło się również opowiadanie oparte na motywie opętania demonicznego (Siostra Beatrix od diabła) oraz inspirowane mitologią słowiańską (Zaklęty krąg).

Niniejszy zbiór to propozycja dla tych, którzy lubią subtelną, podskórną atmosferę grozy w klasycznym, nieco archaicznym wydaniu.

[OPIS WYDAWCY]

*    *    *

Michał N.: Debiut zawsze jest trudny. Co było ogniwem, które pchnęło Cię do napisania opowiadań i wydania ich na polskim rynku? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Może to zabrzmi banalnie, lecz pisanie od zawsze było moją największą pasją. Pierwsze z moich prób literackich miały miejsce jeszcze w czasie, gdy chodziłem do szkoły podstawowej. Wówczas inspirowałem się głównie polskimi klasykami, zaś wśród nich szczególne miejsce zajmował Adam Mickiewicz. Pamiętam, że próbowałem napisać utwór wierszowany na kształt „Pana Tadeusza”. Moja twórczość z tamtego okresu, choć prosta i infantylna, w opinii moich bliskich była całkiem dobra i wszyscy zgodnie twierdzili, że mam pewną smykałkę do pisania. W gimnazjum i szkole średniej centrum mojego świata stała się muzyka, a konkretnie heavy metal. W tym czasie zarzuciłem pisanie, aby wrócić do niego na studiach. Czytałem wówczas mnóstwo klasyki angielskiej. Wtedy też poczułem przypływ weny twórczej i tak powstały dwa pierwsze opowiadania z mego debiutanckiego zbioru – „Powrotu do domu” oraz „Elizabeth”. Z kolei ogniwem, które pchnęło mnie do opublikowania mej twórczości było nie coś, lecz ktoś – moja żona, która jako moja pierwsza czytelniczka i zarazem największa fanka od początku konsekwentnie mnie do tego zachęcała. Na początku trochę się opierałem, lecz w końcu przekonałem się do tego pomysłu i od tego się wszystko zaczęło.

*    *    *

Michał N.: Tak się zastanawiam, dlaczego akurat opowiadania? Czyżby na naszym rynku był już przesyt powieści grozy? A może chciałeś wstrzelić się w niszę na rynku, jaką po części są opowiadania? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: To ciekawe, ale klasycy grozy też na ogół pisali opowiadania. Wystarczy wspomnieć Bensona, Jamesa lub Poego. Albo naszego rodzimego klasyka – Stefana Grabińskiego. Być może dziś istotnie obserwujemy odwrotną tendencję – wszak współcześni pisarze grozy często sięgają po dłuższe formy literackie, jak nowela czy powieść. Ja jednak zdecydowanie lepiej czuję się w pisaniu opowiadań. Sam zaczytuję się głównie w opowiadaniach – moje półki uginają się od antologii C&T, które – co warto zauważyć – cieszą się wśród fanów grozy sporą popularnością. Myślę, że opowiadania mają swoje plusy. Nie zawsze mamy ochotę na długie powieści. Czasem lubię wrócić z pracy i przeczytać sobie z żoną dobre opowiadanie. Czytamy opowieść od początku do końca, bez konieczności odkładania książki i powracania do niej kilkakrotnie. Oczywiście, bardzo lubię czytać także powieści – wszystko zależy od nastroju. Osobiście jednak częściej sięgam po opowiadania i myślę, że ma to również znaczenie dla mojej twórczości. Nie twierdzę bynajmniej, iż nigdy nie napiszę powieści. Jednakże obecnie najlepiej pisze mi się opowiadania i przy tym zamierzam na razie pozostać.

*    *    *

Michał N.: Dlaczego właśnie groza? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Tu akurat wybór był oczywisty, gdyż od zawsze uwielbiałem grozę i interesowały mnie zjawiska nadprzyrodzone. Nawiedzone domy, ciemne cmentarze, tajemnicze zdarzenia… to wszystko bardzo mnie fascynuje. Wybór grozy jako gatunku, w którym chcę tworzyć był dla mnie czymś całkowicie naturalnym, przy czym mam tu raczej na myśli grozę w jej klasycznym ujęciu. Dlatego swój styl określam na ogół jako retro groza. Świadomie nie używam słowa „horror”, gdyż obecnie wiele osób utożsamia to słowo z literaturą gore, której osobiście nie lubię i z którą absolutnie nie chciałbym być utożsamiany. W moim odczuciu groza jest czymś bardziej subtelnym niż horror. Owszem, wywołuje u czytelnika lęk i niepewność, lecz emocje te mają charakter bardziej podskórny i wynikają ze specyficznego klimatu i niewytłumaczalności pewnych zdarzeń. To właśnie zachwyca mnie najbardziej w klasycznej grozie – ta aura niedopowiedzenia, zostawiająca czytelnikowi pole do wyciągnięcia własnych wniosków. Sądzę, że grozę trzeba umieć czytać. Wiele zjaw kryje się tu między wierszami, a to, czego narrator nie mówi jest równie ważne jak to, o czym nas informuje. Poza tym, wbrew obiegowej opinii, literatura grozy nie jest wcale tylko pustą rozrywką, mającą na celu wywołanie u czytelnika zimnych dreszczów na plecach. Podobnie jak literatura obyczajowa porusza ona wiele ważnych kwestii egzystencjalnych, a nierzadko też prowadzi do bardzo pożytecznych wniosków. Weźmy chociażby najsłynniejsze dzieło Mary Shelley pt. „Frankenstein”. Na pozór jest to tylko książka o upiornym potworze, który został przywrócony do życia przez szalonego doktora, ogarniętego szaleńczą manią stania się panem życia i śmierci. Ale gdy wczytamy się głębiej w tę opowieść, przekonamy się, że autorka porusza przy tym szereg poważnych zagadnień odnoszących się do ludzkiej egzystencji, takich jak poczucie osamotnienia czy pragnienie bycia kochanym. Tragiczna historia doktora Frankensteina przestawia również konsekwencje, jakie ponosi człowiek, gdy próbuje postawić się w miejscu Boga. Uważam, że w dzisiejszych czasach przesłanie tej książki jest nadal aktualne, co świadczy o tym, iż jest to dzieło ponadczasowe. Dlatego uważam, że literatura grozy zasługuje na miano prawdziwej sztuki, a nie tylko zwykłej rozrywki.

*    *    *

Michał N.: Twój zbiór nazwany jest tytułem jednego z opowiadań - Elizabeth. Czy jest to dla Ciebie jakaś szczególna historia? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Cóż, trudno mi powiedzieć. Było to jedno z pierwszych opowiadań, jakie napisałem, więc zapewne mam do niego jakiś sentyment. Bardzo lubię to opowiadanie, jak również główną bohaterkę, dlatego pragnąłem, by znalazła się na okładce zbioru. Uznałem więc, że będzie to również odpowiedni tytuł dla całości.

*    *    *

Michał N.: Widzę, że niektóre Twoje opowiadania to klasyka gatunku grozy - ghost story, opętania, czy chociażby inne zjawiska paranormalne. Nie sądzisz, że na naszym rynku, jak i na świecie jest takich historii od groma? Co tak na prawdę je wyróżnia? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Oczywiście, masz rację, że takich historii napisano już wiele i Bogu niech będą dzięki! Uważam, że dobrego ghost story nigdy za wiele. Czytałem wiele opowieści o duchach, a mimo to gdy zaczynam kolejne, czuję się podekscytowany. Nawiedzenia czy opętanie to przecież tylko główny motyw, wokół którego można stworzyć całkiem nową, oryginalną i interesującą fabułę, która sprawi, że czytelnik będzie czuł się zaskoczony. Jeśli chodzi o moje opowiadania to myślę, że tym, co je wyróżnia jest odmienne podejście do klasycznych motywów. Weźmy na przykład wspomniane przez Ciebie ghost story, czyli „Powrót do domu”. Duchy, które tam spotykamy nie są bynajmniej kolejnymi poltergeistami. To istoty zza światów, które wpływają na życie głównego bohatera, lecz zupełnie inaczej niż na przykład duch z Amityville. Myślę, że to opowiadanie pozwala spojrzeć na kwestię życia pozagrobowego z zupełnie innej perspektywy niż większość tego typu historii. Nowatorskie jest także podejście do kwestii opętania – „Siostra Beatrix od diabła” nie jest powtórką „Egzorcysty” czy kalką filmowej „Obecności”. Finał opowiadania jest dość zaskakujący i szczerze nie przypominam sobie, bym wcześniej czytał coś podobnego. Myślę, że to właśnie owo nowatorskie ujęcie jest tym, co wyróżnia moje opowiadania.

*    *    *

Michał N.: W zbiorze znajdziemy również trudne tematy dla polskiego społeczeństwa, jakim jest kazirodztwo. Czy nasz rynek gotowy jest na takie historie, mimo, iż światowe bestsellery kinowe czerpały z takich historii garściami? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Gdy pisałem „Złą miłość” miałem świadomość, że będzie to dość kontrowersyjne opowiadanie, jednak czułem, że jako pisarz muszę mieć odwagę zmierzyć się także z trudnymi tematami. Na tym polega sztuka – dla artysty nie istnieje tabu. Sam pomysł wziął się od zasłyszanej ongiś przeze mnie pogłoski o pewnej znanej wiktoriańskiej pisarce, która zdaniem niektórych badaczy była zakochana w swym rodzonym bracie. Zacząłem się zastanawiać co może czuć taka osoba, która żywi zakazane uczucie do swego krewnego. Dodatkowym impulsem do napisania opowiadania stał się seans filmu „Crimson Peak”, który choć średnio mi się spodobał, zaintrygował mnie podobnym wątkiem miłości kazirodczej siostry do brata. Zorientowałem się też, że w literaturze nie pisano wiele na ten temat. Postanowiłem więc zmierzyć się z nim sam i nie żałuję tego, gdyż było to bardzo ciekawe doświadczenie. Opowiadanie z pewnością nie jest łatwe w odbiorze i to nie tylko ze względu na poruszony problem miłości kazirodczej, lecz także z uwagi na jego posępny, zimny klimat. Myślę, że jest to najtrudniejsze opowiadanie w całym zbiorze i być może nie każdy będzie gotów się z nim zmierzyć. Sam jednak bardzo je cenię i cieszę się, że powstało. Wbrew temu, co mogą niektórzy pomyśleć, w swoim opowiadaniu wcale nie afirmuje ani nie usprawiedliwiam kazirodztwa, lecz ukazuję dramat osoby żywiącej takie uczucie, a także skutki ulegania nieuporządkowanym namiętnościom. Po co to robię? Bo ludzie zbyt często oceniają innych bez wnikania w ich sytuację, bez zagłębiania się w ich wewnętrzne zmagania, motywy i rozterki. Owszem, zło należy nazywać po imieniu i stanowczo potępiać, lecz w żadnym wypadku nie należy potępiać człowieka.

*    *    *

Michał N.: Opowiadanie "Zaklęty Krąg" czerpie garściami z mitologii słowiańskiej. Nie myślałeś, aby w tomiku znalazło się więcej takich opowiadań, czy to o miejskich legendach, czy nawet lokalnych, o których mało kto słyszał?

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Owszem, myślałem o tym. W mieście, w którym mieszkam od lat krąży legenda o pewnej starej rezydencji, w której rzekomo straszy Biała Dama. Ponoć niektórzy, przechodząc tamtędy o północy, widzieli ją w oknie z czerwoną różą wplecioną we włosy. Zawsze miała smutny wyraz twarzy. Kobieta, o której mowa straciła swą córkę w pożarze, jaki wybuchł jeszcze w XIX wieku w owej rezydencji. Słyszałem, że w wyniku tego wydarzenia odeszła od zmysłów, a w końcu popełniła samobójstwo. Nie wiem ile w tym prawdy, lecz faktem jest, że grób córki owej nieszczęśliwej kobiety do dziś znajduje się na żyrardowskim cmentarzu. Cała ta historia, choć może być jedynie miejską legendą, wydaje mi się bardzo inspirująca i być może w przyszłości zrobię z tego użytek!

*    *    *

Michał N.: W zapowiedziach prasowych możemy znaleźć informację o Twojej inspiracji grozą z przełomu wieków XIX i XX. Czy możesz nam powiedzieć, dlaczego interesują Cię takie czasy? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Cóż, jestem wielkim miłośnikiem kultury i sztuki z przełomu XIX i XX wieku. Uwielbiam wszystko, co wiąże się z tamtymi czasami – literaturę, architekturę, modę, obyczaje. Nie dziwi więc zapewne fakt, że akcja moich opowiadań rozgrywa się właśnie w tym okresie. Często nawiązuję do nich także poprzez swój ubiór, przez co niektórzy uważają mnie za ekscentryka. Wydaje mi się, że spokojnie mógłbym żyć w tamtych czasach – jestem bardzo niedzisiejszy, dlatego z pewnością bym się w nich odnalazł.

*    *    *

Michał N.: Opowiadanie "Elizabeth" posiada ciekawy, mroczny klimat, który narasta z każdą stroną. Wydaje mi się, że można byłoby z niego stworzyć osobną, dłuższą opowieść. Czy miałeś to może w planach? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Zgadza się! Pierwotnie „Elizabeth” miała być nowelą. Jednak w czasie pracy nad tekstem zdarzyło się coś niezwykłego – moja bohaterka przejęła nade mną kontrolę. W pierwotnym zamierzeniu Elizabeth miała być wampirem, lecz ona uznała, że to zbyt banalne. Sięgnąłem więc do mitologii i odnalazłem motyw bazyliszka. „A gdyby tak twoja tajemnica kryła się w twych pięknych oczach? Co ty na to, Elizabeth” – spytałem mą bohaterkę. Ten pomysł spodobał jej się zdecydowanie bardziej niż ten z długimi kłami. Podobnie kręciła nosem na pomysł z nowelą, więc stanęło na opowiadaniu.

*    *    *

Michał N.: Co byś powiedział, żeby kolejne Twoje opowiadania czy książkę obsadzić w przyszłości, gdzie horror mieszałby się z fantastyką, czy nawet w postapokaliptycznym świecie? 

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Ciekawy pomysł i nie wykluczam, że kiedyś napiszę coś futurystycznego. Z fantastyką już sympatyzowałem w „Zaklętym kręgu” łącząc ją z mitologią słowiańską i jestem zadowolony z rezultatu. Całkiem możliwe, że w przyszłości będę czerpać z niej więcej.

*    *    *

Michał N.: Premiera „Elizabeth” już 10 maja. Jak i gdzie będzie można nabyć Twoją książkę?

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Książkę w wersji drukowanej oraz elektronicznej można zamawiać na stronie wydawnictwa My Book: www.mybook.pl. Ebook dostępny jest również w innych księgarniach internetowych, takich jak Empik, Lideria czy Ravelo, a także do wypożyczenia za darmo dla użytkowników abonamentu Legimi.

*    *    *

Michał N.: Na pewno pracujesz już nad kolejnymi opowiadaniami lub inną formą literacką. Mógłbyś zdradzić nam swoje plany na najbliższą przyszłość.  

Mateusz Łukasz Marcinkowski: Tak, pracuję nad kolejnym zbiorem opowiadań, jednak na razie niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Moje pomysły bywają nieprzewidywalne, dlatego możliwe, że zaskoczę swych czytelników czymś nietuzinkowym. Na pewno możecie spodziewać się nowego ghost story zakorzenionego tym razem w demonologii. Co do reszty – będziecie musieli jeszcze trochę poczekać, ale mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.

 

 

WYWIAD PRZEPROWADZIŁ: MICHAŁ N.